Nadjeżdżający samochód zatrąbił i szybko zachamował. Nie potrafiłam się ruszyć, stałam na środku jezdni. To trwało kilka sekund, wszystko działo się strasznie szybko. Samochód zatrzymał się dokładnie przede mną, a kierowca szybko z niego wysiadł i do mnie podszedł... Wtedy przeżyłam jeszcze większy szok niż przed chwilą. Kilka sekund temu ogarniał mnie strach, teraz to była wściekłość.
-Nie dość, że chodzić nie umiesz to jeszcze jeździć! -Krzyknęłam wyciągając z uszu słuchawki.
-To ja nie umiem jeździć?! Kobieto, na jakiej ty planecie żyjesz? -Facet, który stał przede mną był tym samym który wylał wczoraj na mnie cole, oraz dzisiaj prawie zabił.
-Słuchaj gamoniu, Lewandowski czy jak ci tam, to że prawie każda laska na ciebie leci, to nie znaczy że możesz uważać się za nie wiadomo kogo.-Z jego twarzy zeszła wściekłość, a jej miejsce zastąpił uśmiech dzięki któremu w jego policzkach pokazały się słodkie dołeczki.-Czego się szczerzysz?
-Ładnie wyglądasz jak się złościsz. A tak w ogóle to Robert jestem, a ty? -Wyciągnął dłoń w moja stronę, a ja delikatnie ją uścisnęłam.
-Julia.-Odpowiedziałam krotko. Jakoś średnio mnie obchodziło to, że rozmawiam z tym Lewandowskim.
-A wiec Julio, czy dasz się zaprosić na kawę?
-Słyszysz się?
-Proponuje ci kawę a nie ciąże. Chcę ci wynagrodzić moje zachowanie i ogólnie te małe wypadki..-W sumie czemu miałabym się nie zgodzić? Hm... może dlatego że facet próbował mnie zabić?!
-Dziękuję, ale odmowie.-Minęłam Roberta i wkładając słuchawki w uszy ruszyłam w swoją stronę. W mieście znalazłam całkiem przytulną kawiarnię i właśnie tam postanowiłam wypić kawę i zjeść ciastko. W torebce zabrzęczał mi telefon, a na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie mamy.
-Tak? -Zapytałam odbierając telefon.
-Julia, gdzie ty się podziewasz? Nie mówiłaś, że gdzieś wychodzisz.
-Wy spaliście, to was nie budziłam.
-A jeśli się zgubisz? -Tak, mama i jej troska. Ale chyba każde mamy takie są, no nie? Troszczą się o swoje dzieci i nie pozwolą ich skrzywdzić mimo, że często się z nimi kłócimy.
-Nic mi nie jest, mam telefon i pieniądze, nie martw się. Za niedługo wrócę.
-Dobrze, ale uważaj na siebie.-Uśmiechnęłam się pod nosem i rozłączyłam Dopiłam kawę i ruszyłam w stronę domu, lecz tym razem bardziej uważnie. Wchodząc do domu wpadłam na pewien pomysł.
-Tato! -Krzyknęłam już na progu i szybko poszłam do salonu.-Wpadłam na genialny pomysł.
-A może by tak "dzień dobry ojcze, jak ci sie spalo?"? -Odpowiedział sarkastycznie, ale uśmiechnął się przy tym.
-Dzień dobry ojcze, jak się spało? A teraz przejdźmy do rzeczy.-Usiadłam obok niego na kanapie.-Chce samochód -To chyba jest logiczne, że wolę podróżować samochodem niż ciągle autobusami, poza tym chcę iść na studia, a samochód wyjdzie taniej niż dojazdy na uczelnie.
-Dziecko masz 1000 pomysłów na minute.-Dopowiedziała mama.
-Mama ma racje, a poza tym po co ci samochód, skoro nie masz prawa jazdy?
-Wiedziałam, że to powiesz.-Wyszczerzyłam się.-Dasz mi kilka lekcji, a jak będę gotowa to pójdę i zdam.
-A kto ci samochód kupi? -Zapytała mama.
-Sama sobie kupię. Pójdę do pracy, wy się tylko dołożycie a poza tym mam jeszcze swoje oszczędności -Tak, przemyślałam wszystko do samego końca.
-Córka, jesteś pewna? -Zapytał tata.
-Pewnie.
-To idźcie teraz, ale macie wrócić przed obiadem.-Mama pogroziła mi palcem i z uśmiechem wyszła z kuchni. Tata wziął kluczki od samochodu i wyszliśmy.
-Pamiętaj, że to nie nasz samochód.-Ostrzegł mnie tata.-Dobra, wsiadaj. Zapinaj pasy. Przekręć kluczyk w stacyjce i wciśnij sprzęgło, do samego końca.-Odetchnął głęboko.-I teraz powoli puszczaj, pamiętaj, że w środku masz hamulec. Okej, powoli, nie śpiesz się.-Chyba jestem w gorącej wodzie kąpana, bo za szybko puściłam to sprzęgło i szarpnęło samochodem.-Dziecko, nie zabij nas.
-No przepraszam. Okej, teraz powoli.-Tym razem się udało i ruszyłam. Nie było tu dużo samochodów, więc aż tak bardzo się nie bałam.
-Teraz hamuj.-I w tym momencie zapomniałam, gdzie jest hamulec.-No hamuj! Czemu nic nie robisz?
-Zapomniałam gdzie hamulec.-Wyznałam, a zbliżaliśmy się do jezdni.
-Środkowy! -Wcisnęłam środkowy i zahamowałam. Popatrzyłam na tatę, który głęboko oddychał i mocno trzymał się drzwi.
-Przepraszam? -Szczerze to myślałam, że to będzie prostsze.
-Nie mogę cię uczyć jeździć, jeśli ty nie pamiętasz, gdzie jest hamulec. Wysiadaj, przesiadamy się.-Zamieniliśmy się miejscami i wróciliśmy do domu.
-Ale nauczysz mnie, tak? -Zapytałam, kiedy wchodziliśmy do domu.
-Tak, nauczę ale jak już będziemy mieszkać u nas w domu i będziemy mieli swój samochód, pojedziemy gdzieś, gdzie nie ma ruchu i cie nauczę.
-I jak było? -Zapytał pan Marek, który pewnie został poinformowany przez mamę.
-Ciężej niż się spodziewałam.-Wyznałam i usiadłam przy stole.
-Gdzie było jak? -Wtrąciła się Kamila.
-A co cie to obchodzi?-Zapytałam i od razu poczułam na sobie wrogi wzrok mamy. Zjedliśmy obiad rozmawiając na przeróżne tematy. Po skończonym obiedzie pomogłam mamie posprzątać, a później poszłam do swojego pokoju. Wzięłam laptopa na kolana i rozłożyłam się na łózko Ogarnęłam Facebook-a i weszłam na skype'a, miałam nadzieję, że może Ola będzie wcześniej. Nie myliłam się Chwilę później już widziałam moją przyjaciółkę.
-No Olszewska, opowiadaj jak tam u ciebie.-Opowiedziałam jej jak spotkałam Pana-Mogę-Mieć-Każdą-A-Na-Imię-Mi-Robert, i opowiedziałam jak "uczyłam" się jeździć. W obie rzeczy nie mogła uwierzyć.
-A jak Kamila? -Zapytała kiedy skończyłam swój monolog, który ona przerywała tylko na "O kurde!", "Serio?" "Żartujesz!".
-Tak jaz zwykle mam jej dość.-Wyznałam. -Co ty na to, żebyś do mnie przyjechała jeszcze w te wakacje, co? I najlepiej wyprowadzimy się gdzieś i zamieszkamy w jakimś przytulnym mieszkanku.
-Ta spoko jak tylko znajdziesz kasę na mieszkanie, dobre studia i prace dla mnie, to nie mam nic przeciwko.
-Oj no kurde no. Ale przyjedziesz do mnie? Wiesz, tak za jakiś tydzień czy coś.
-Spoko mała, ale pogadamy jeszcze o tym teraz muszę spadać, trzymaj się -Przesłała mi buziaka i się rozłączyła. Nie miałam pojęcia co robić, więc poszłam pod prysznic, a kiedy się już kładłam to naszły mnie bardzo dziwne myśli .. W sumie to ten Robert jest całkiem przystojny i ma fajne dołeczki w policzkach. UGH! Olszewska! O czym ty myślisz? Opanuj się! To piłkarz! Wtedy, arogancki i zuchwały piłkarz...
sobota, 3 sierpnia 2013
wtorek, 30 lipca 2013
Rozdzial 1
Kamila gdy zobaczyła mnie w coli zaczęła się głośno śmiać co mnie akurat najmniej zdziwiło, brat patrzył zaciekawiony, a mama i tata nie mieli bladego pojęcia co powiedzieć.
-Córeczko, możesz powiedzieć co się stało? -Zapytała mnie rodzicielka.
-Jakiś palant na mnie wpadł i oblał colą. -Wygrzebałam z walizki bluzę i ubrałam ja.
-Ty chyba nie masz pojęcia kto na ciebie wpadł, a raczej na kogo ty wpadłaś, pokrako.-Powiedziała z wyrzutem Kamila.
-Dziewczynki, uspokójcie się.
-No powiem ci szczerze, że nie wiem na kogo wpadłam, może mnie oświecisz? -Sarkazm to u mnie norma, szczególnie jeśli rozmawiam z tą wywłoką.
-Na Lewandowskiego.-Aa czyli stąd znałam tę jego buźkę.
-Proszę cię, ty nawet nie wiesz w jakim on gra klubie, a poza tym to bufon największy na świecie.-Akurat padł mi ten zaszczyt, że Kamila z innymi fankami jara się nim od Euro 2012, tak zwany sezonowiec, oczywiście nie mam nic przeciwko jego prawdziwym fankom.
-Pff, ty się nie znasz.-Machnęła swoimi długimi, blond włosami i obróciła się tyłem.
Do taty podszedł jakiś facet, który po chwili okazał się panem Markiem u którego chwilowo będziemy mieszkać. Zabrałam swoje bagazje i ruszyłam za nimi do samochodu.
-Wujku, ale Julia to się chyba z nami do samochodu nie zmieści, a że jest najstarsza i najlepiej zna język, to chyba może wracać sama. -O ta parszywa żmija ... Chyba jej łeb ukręcę zaraz, jakim prawem włazi w nasze życie z buciorami? I się jeszcze rządzi... Popatrzyłam na tatę, który lekko się zmieszał, podczas kiedy mama z bratem wsiadali do samochodu, a pan Marek pakował nasze walizki.
-Spoko, tylko weźcie tą walizkę i dajcie mi adres. -Ciężko to przyznać, ale Kamila miała rację, nie zmieścilibyśmy się do samochodu. Wzięłam wiec torbę i podążyłam w nieznanym dla siebie kierunku. Nie byłam na nikogo zła, no może nie licząc młodszej siostry, która nonstop działa mi na nerwy. Podeszłam do kobiety wypalającej papierosa, chciałam chociaż wiedzieć, gdzie jest jakiś przystanek autobusowy.
-Przepraszam panią, jest tu w pobliżu jakiś przystanek?
-Tak, przejdziesz przez pasy i za rogiem będzie -Uśmiechnęła się i zgasiła papierosa. Również się uśmiechnęłam i poszłam w stronę, którą mi wskazała. Spojrzałam na rozkład jazdy, musiałam jechać do centrum i z centrum iść z buta...chyba.
Po jakiś 20 minutach podjechał autobus, który powinien być tym właściwym Wyglądałam przez okno i zastanawiałam się, czym Dortmund różni się od Krakowa, gdzie wcześniej mieszkałam. W tejże chwili zauważyłam, że to mój przystanek. Wysiadłam z autobusu i ruszyłam do pewnej małej tablicy, gdzie był rozrysowany plan miasta. Znalazłam ulicę na którą miałam się udać. Na moje szczęście była ona dość blisko, więc poszłam. Po około 30 minutach spacerku stałam przed domem z numerem 157. Zadzwoniłam dzwonkiem i ujrzałam uśmiechniętą twarz pana Marka.
-Jak dobrze, że już jesteś. Strasznie mi przykro, że musiałaś wracać komunikacją miejską.
-Nic się nie stało.-Uśmiechnęłam się ciepło i zdjęłam buty.-Gdzie mogę dać torbę?
-W tym leży problem.-Poszłam za nim do salonu zastanawiając się o co znowu chodzi... Chyba nie będę musiała spać na ulicy, bo się wszyscy nie pomieścimy...?
-Julia, będziesz musiała spać z Adamem w pokoju. Kamila się nie zgadza na to, żeby spał z nią w pokoju i on tez nie pala radością, a ty pewnie wolisz spać z bratem niż z Kamilką, tak? -No to teraz pojechałaś mamo. "Kamilka" nie może dzielić pokoju z bratem... Przecież to nienormalne...
-Mi to nie przeszkadza.-No bo mi to nie przeszkadzało, ale miło by było, gdyby 19-latka miała własny pokój.
-Jak nasz dom będzie urządzony, to każde z was będzie miało pokój oddzielnie.-Dopowiedział szybko tata.
-Chodź, zaprowadzę cię do naszego pokoju.-Adam pociągnął mnie za rękę. Wyszliśmy schodami do góry, idąc przez korytarz minęliśmy kilka drzwi po czym weszliśmy do pokoju na samym końcu. -Mamy najlepszy pokój i nawet własną łazienkę, tak jak rodzice i pan Marek. -Rozejrzałam się po pokoju. Nie był jakiś nadzwyczajny. Urządzony w ciepłych barwach z dwoma łózkami, oknem i balkonem. Przy jednej ze ścian była duża szafa z lustrami, a przy drugiej meblościanka i telewizor. Drzwi prowadzące do łazienki były wykonane z białego drewna, a oprócz tego na dywanie już walały się jakieś pierdoły mojego braciszka. Rzuciłam torbę na jedno z łózek.
-Już mam dość...-Wyznałam i sama padłam na łóżko.
Brat po cichu zamknął drzwi, z czego byłam bardzo zadowolona i zamknęłam oczy. Powoli odpływałam w swój świat, gdy zadzwonił telefon. Wygrzebałam go z torby i odebrałam.
-No? -Odezwałam się ziewając.
-Nie mówi się no.-Skarciła mnie przyjaciółka.
-Oluś! -Niemalże krzyknęłam do słuchawki.
-Tak lepiej.-Mogłabym przysiądź, że się uśmiecha. -Opowiadaj jak tam na Niemieckiej ziemi.
-Ciężko, od samego początku Kamila gra mi na nerwach. Ola, wiesz że cię bardzo kocham, ale jestem zmęczona po podróży, wiec może umówimy się jutro wieczorem na skype'a, co?
-Pewnie, to trzymaj się -Pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam się wykąpać. Zaraz kiedy wyszłam brat zajął łazienkę, a ja położyłam się spać, byłam wykończona dzisiejszym dniem.
-Ej! Ja chciałam pierwsza! -Krzyknęłam i chciałam otworzyć drzwi, ale ten mały gnom zamknął się na klucz.
-Idź do drugiej, albo poczekaj.-Co za ludzie... Wzięłam swoje manatki i wyszłam na korytarz. Nie wiedziałam, które drzwi prowadza do łazienki, więc otwierałam wszystkie, na szczęście za drugim razem mi się udało. Po porannej toalecie nie wiedziałam za bardzo co mam ze sobą zrobić, więc wzięłam pieniądze i wyszłam z domu. Miałam ochotę na jakąś kawę i ciastko, dlatego udałam się na poszukiwanie kawiarni. Włożyłam słuchawki do uszu i ruszyłam przed siebie. Na ulicy, a raczej osiedlu na którym mieszkał pan Marek nie było dużego ruchu, ogólnie mało ludzi tu jakoś,ale może dlatego że jest jeszcze wcześnie Szłam sobie spokojnie i właśnie miałam przechodzić przez ulice, kiedy nadjechał samochód...
-Córeczko, możesz powiedzieć co się stało? -Zapytała mnie rodzicielka.
-Jakiś palant na mnie wpadł i oblał colą. -Wygrzebałam z walizki bluzę i ubrałam ja.
-Ty chyba nie masz pojęcia kto na ciebie wpadł, a raczej na kogo ty wpadłaś, pokrako.-Powiedziała z wyrzutem Kamila.
-Dziewczynki, uspokójcie się.
-No powiem ci szczerze, że nie wiem na kogo wpadłam, może mnie oświecisz? -Sarkazm to u mnie norma, szczególnie jeśli rozmawiam z tą wywłoką.
-Na Lewandowskiego.-Aa czyli stąd znałam tę jego buźkę.
-Proszę cię, ty nawet nie wiesz w jakim on gra klubie, a poza tym to bufon największy na świecie.-Akurat padł mi ten zaszczyt, że Kamila z innymi fankami jara się nim od Euro 2012, tak zwany sezonowiec, oczywiście nie mam nic przeciwko jego prawdziwym fankom.
-Pff, ty się nie znasz.-Machnęła swoimi długimi, blond włosami i obróciła się tyłem.
Do taty podszedł jakiś facet, który po chwili okazał się panem Markiem u którego chwilowo będziemy mieszkać. Zabrałam swoje bagazje i ruszyłam za nimi do samochodu.
-Wujku, ale Julia to się chyba z nami do samochodu nie zmieści, a że jest najstarsza i najlepiej zna język, to chyba może wracać sama. -O ta parszywa żmija ... Chyba jej łeb ukręcę zaraz, jakim prawem włazi w nasze życie z buciorami? I się jeszcze rządzi... Popatrzyłam na tatę, który lekko się zmieszał, podczas kiedy mama z bratem wsiadali do samochodu, a pan Marek pakował nasze walizki.
-Spoko, tylko weźcie tą walizkę i dajcie mi adres. -Ciężko to przyznać, ale Kamila miała rację, nie zmieścilibyśmy się do samochodu. Wzięłam wiec torbę i podążyłam w nieznanym dla siebie kierunku. Nie byłam na nikogo zła, no może nie licząc młodszej siostry, która nonstop działa mi na nerwy. Podeszłam do kobiety wypalającej papierosa, chciałam chociaż wiedzieć, gdzie jest jakiś przystanek autobusowy.
-Przepraszam panią, jest tu w pobliżu jakiś przystanek?
-Tak, przejdziesz przez pasy i za rogiem będzie -Uśmiechnęła się i zgasiła papierosa. Również się uśmiechnęłam i poszłam w stronę, którą mi wskazała. Spojrzałam na rozkład jazdy, musiałam jechać do centrum i z centrum iść z buta...chyba.
Po jakiś 20 minutach podjechał autobus, który powinien być tym właściwym Wyglądałam przez okno i zastanawiałam się, czym Dortmund różni się od Krakowa, gdzie wcześniej mieszkałam. W tejże chwili zauważyłam, że to mój przystanek. Wysiadłam z autobusu i ruszyłam do pewnej małej tablicy, gdzie był rozrysowany plan miasta. Znalazłam ulicę na którą miałam się udać. Na moje szczęście była ona dość blisko, więc poszłam. Po około 30 minutach spacerku stałam przed domem z numerem 157. Zadzwoniłam dzwonkiem i ujrzałam uśmiechniętą twarz pana Marka.
-Jak dobrze, że już jesteś. Strasznie mi przykro, że musiałaś wracać komunikacją miejską.
-Nic się nie stało.-Uśmiechnęłam się ciepło i zdjęłam buty.-Gdzie mogę dać torbę?
-W tym leży problem.-Poszłam za nim do salonu zastanawiając się o co znowu chodzi... Chyba nie będę musiała spać na ulicy, bo się wszyscy nie pomieścimy...?
-Julia, będziesz musiała spać z Adamem w pokoju. Kamila się nie zgadza na to, żeby spał z nią w pokoju i on tez nie pala radością, a ty pewnie wolisz spać z bratem niż z Kamilką, tak? -No to teraz pojechałaś mamo. "Kamilka" nie może dzielić pokoju z bratem... Przecież to nienormalne...
-Mi to nie przeszkadza.-No bo mi to nie przeszkadzało, ale miło by było, gdyby 19-latka miała własny pokój.
-Jak nasz dom będzie urządzony, to każde z was będzie miało pokój oddzielnie.-Dopowiedział szybko tata.
-Chodź, zaprowadzę cię do naszego pokoju.-Adam pociągnął mnie za rękę. Wyszliśmy schodami do góry, idąc przez korytarz minęliśmy kilka drzwi po czym weszliśmy do pokoju na samym końcu. -Mamy najlepszy pokój i nawet własną łazienkę, tak jak rodzice i pan Marek. -Rozejrzałam się po pokoju. Nie był jakiś nadzwyczajny. Urządzony w ciepłych barwach z dwoma łózkami, oknem i balkonem. Przy jednej ze ścian była duża szafa z lustrami, a przy drugiej meblościanka i telewizor. Drzwi prowadzące do łazienki były wykonane z białego drewna, a oprócz tego na dywanie już walały się jakieś pierdoły mojego braciszka. Rzuciłam torbę na jedno z łózek.
-Już mam dość...-Wyznałam i sama padłam na łóżko.
Brat po cichu zamknął drzwi, z czego byłam bardzo zadowolona i zamknęłam oczy. Powoli odpływałam w swój świat, gdy zadzwonił telefon. Wygrzebałam go z torby i odebrałam.
-No? -Odezwałam się ziewając.
-Nie mówi się no.-Skarciła mnie przyjaciółka.
-Oluś! -Niemalże krzyknęłam do słuchawki.
-Tak lepiej.-Mogłabym przysiądź, że się uśmiecha. -Opowiadaj jak tam na Niemieckiej ziemi.
-Ciężko, od samego początku Kamila gra mi na nerwach. Ola, wiesz że cię bardzo kocham, ale jestem zmęczona po podróży, wiec może umówimy się jutro wieczorem na skype'a, co?
-Pewnie, to trzymaj się -Pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam się wykąpać. Zaraz kiedy wyszłam brat zajął łazienkę, a ja położyłam się spać, byłam wykończona dzisiejszym dniem.
***
Rano obudził mnie brat, który zajął mi łazienkę.-Ej! Ja chciałam pierwsza! -Krzyknęłam i chciałam otworzyć drzwi, ale ten mały gnom zamknął się na klucz.
-Idź do drugiej, albo poczekaj.-Co za ludzie... Wzięłam swoje manatki i wyszłam na korytarz. Nie wiedziałam, które drzwi prowadza do łazienki, więc otwierałam wszystkie, na szczęście za drugim razem mi się udało. Po porannej toalecie nie wiedziałam za bardzo co mam ze sobą zrobić, więc wzięłam pieniądze i wyszłam z domu. Miałam ochotę na jakąś kawę i ciastko, dlatego udałam się na poszukiwanie kawiarni. Włożyłam słuchawki do uszu i ruszyłam przed siebie. Na ulicy, a raczej osiedlu na którym mieszkał pan Marek nie było dużego ruchu, ogólnie mało ludzi tu jakoś,ale może dlatego że jest jeszcze wcześnie Szłam sobie spokojnie i właśnie miałam przechodzić przez ulice, kiedy nadjechał samochód...
czwartek, 25 lipca 2013
Prolog
Mam 19 lat i życie wywrócone do góry nogami... Nie dość że rodzice zaadoptowali córke brata mojego taty... Wiem, że to skomplikowane, ale spokojnie to przemyślcie. A więc wracając do tematu... Kamila to moja kuzynka a teraz również ''siostra'' której nienawidzę, ma 16 lat i dobija a raczej dobijała do każdego mojego kolegi. Mam jeszcze 11 letniego brata Adama. Mniejsza z tym, problem leży w tym że mam wyjechać do Niemiec, a konkretniej do Dortmundu. Powód jest prosty, tata dostał awans, od teraz będzie pracował w Ambasadzie Niemiec na Bóg wie jakim stanowisku. A ja miałam tutaj do gadania najmniej. Całe szczęście skończyłam liceum i za miesiąc moje wakacje dobiegną końca. Mama chce żebym poszła na prawo a tata ją popiera jednak ta decyzja należy do mnie i niczego na mnie nie wymusza.
Kończyłam się właśnie pakować gdy do mojego pokoju wbiegł Adam, a zaraz za nim Kamila.
-Powiecie mi o co znowu chodzi? -Zapytałam spokojnie, chociaż moja cierpliwość co do Kamili powoli się kończyła.
-Nazwał mnie tapeciarą! Znowu! -Zaśmiałam się cicho, w pełni zgadzałam się ze słowami brata. Kamila nałożyła na twarz więcej tapety niż zazwyczaj, pewnie wiąże to się z tym że wyjeżdżamy.
-To jedenastolatek daj sobie siana okej? -Wiedźma urażona moimi słowami opuściła moje królestwo i na swej miotle odleciała na bagna... a konkretniej to do pokoju obok i trzasnęła drzwiami.-A ty spakowany?
-Pewnie. A wiesz co tata mi obiecał? -Pokręciłam przecząco głową.-Że będzie mnie zabierał na różne ciekawe mecze, a szczególnie Borussi.
-Złoty człowiek.-Mruknęłam. Młody tak szybko jak się pojawił tak zniknął a ja dokończyłam pakowanie.
Jakieś 30 minut później mama zawołała mnie że już wyjeżdżamy. Zawiesiłam jedną torbę na ramię, walizkę wzięłam w drugą rękę i jeszcze raz rozejrzałam się po pustym pokoju. Było tu tyle wspomnień a ja muszę je zostawić. Ze znajomymi pożegnałam się wczoraj żeby nie spieszyć się z dzisiejszym pakowaniem.
Kilka godzin później byliśmy na lotnisku w Dortmundzie. Miał po nas przyjechać jakiś znajomy taty ale jak na razie to spóźnia się ponad 20 minut.
-Pójdę po coś do picia, chcecie coś? -Nikt nic nie chciał wiec poszłam po wodę dla siebie. Niemiecki na szczęście znałam więc chociaż z tym problemu nie będzie.
-Poproszę jedną wodę niegazowaną.-Mówiąc to uśmiechnęłam się do staruszka siedzącego za ladą. Zapłaciłam i wolnym krokiem ruszyłam w stronę rodzinki. Oczywiście na moje szczęście musiałam na kogoś wpaść. Mało tego, ten ktoś wylał na mnie swoją cole.
-No szlag.-zaklęłam na tyle cicho ze raczej tego nie usłyszał.
-Ups, sorki.-Facet szczerzył się jak głupi do sera. Wyglądał dość młodo i dość znajomo, ale nie mogłam obie przypomnieć z kim mi się on kojarzy. Odetchnęłam głęboko kilka razy, czuje ze zaraz chyba wybuchnę...
-Mógłbyś patrzeć jak leziesz.-Warknęłam.
-To ty na mnie wpadłaś słońce.-Wyszczerzył się jeszcze bardziej co jeszcze bardziej mnie zirytowało.-A co do bluzki to mogę ci oddać kasę albo pójdziemy razem na zakupy i sobie coś wybierzesz.-No ja się chyba przesłyszałam...Co za palant od siedmiu boleści.
-Zejdź mi z oczu.-Wyminęłam chłopaka i cała się klejąc dołączyłam do rodziny...
------------
Nasz drugi wspólny blog lecz tym razem o Lewandowskim. Bohaterów postaramy się dodać jak najszybciej lecz bez zdjęć, chcemy żeby wasza wyobraźnia zadziałała. Tak więc w zakładce ''bohaterowie'' pojawią się same opisy postaci. Oprócz tego zachęcamy do komentowania, to naprawdę motywuje do dalszego pisania. Na razie tyle, do zobaczenia.
Kończyłam się właśnie pakować gdy do mojego pokoju wbiegł Adam, a zaraz za nim Kamila.
-Powiecie mi o co znowu chodzi? -Zapytałam spokojnie, chociaż moja cierpliwość co do Kamili powoli się kończyła.
-Nazwał mnie tapeciarą! Znowu! -Zaśmiałam się cicho, w pełni zgadzałam się ze słowami brata. Kamila nałożyła na twarz więcej tapety niż zazwyczaj, pewnie wiąże to się z tym że wyjeżdżamy.
-To jedenastolatek daj sobie siana okej? -Wiedźma urażona moimi słowami opuściła moje królestwo i na swej miotle odleciała na bagna... a konkretniej to do pokoju obok i trzasnęła drzwiami.-A ty spakowany?
-Pewnie. A wiesz co tata mi obiecał? -Pokręciłam przecząco głową.-Że będzie mnie zabierał na różne ciekawe mecze, a szczególnie Borussi.
-Złoty człowiek.-Mruknęłam. Młody tak szybko jak się pojawił tak zniknął a ja dokończyłam pakowanie.
Jakieś 30 minut później mama zawołała mnie że już wyjeżdżamy. Zawiesiłam jedną torbę na ramię, walizkę wzięłam w drugą rękę i jeszcze raz rozejrzałam się po pustym pokoju. Było tu tyle wspomnień a ja muszę je zostawić. Ze znajomymi pożegnałam się wczoraj żeby nie spieszyć się z dzisiejszym pakowaniem.
Kilka godzin później byliśmy na lotnisku w Dortmundzie. Miał po nas przyjechać jakiś znajomy taty ale jak na razie to spóźnia się ponad 20 minut.
-Pójdę po coś do picia, chcecie coś? -Nikt nic nie chciał wiec poszłam po wodę dla siebie. Niemiecki na szczęście znałam więc chociaż z tym problemu nie będzie.
-Poproszę jedną wodę niegazowaną.-Mówiąc to uśmiechnęłam się do staruszka siedzącego za ladą. Zapłaciłam i wolnym krokiem ruszyłam w stronę rodzinki. Oczywiście na moje szczęście musiałam na kogoś wpaść. Mało tego, ten ktoś wylał na mnie swoją cole.
-No szlag.-zaklęłam na tyle cicho ze raczej tego nie usłyszał.
-Ups, sorki.-Facet szczerzył się jak głupi do sera. Wyglądał dość młodo i dość znajomo, ale nie mogłam obie przypomnieć z kim mi się on kojarzy. Odetchnęłam głęboko kilka razy, czuje ze zaraz chyba wybuchnę...
-Mógłbyś patrzeć jak leziesz.-Warknęłam.
-To ty na mnie wpadłaś słońce.-Wyszczerzył się jeszcze bardziej co jeszcze bardziej mnie zirytowało.-A co do bluzki to mogę ci oddać kasę albo pójdziemy razem na zakupy i sobie coś wybierzesz.-No ja się chyba przesłyszałam...Co za palant od siedmiu boleści.
-Zejdź mi z oczu.-Wyminęłam chłopaka i cała się klejąc dołączyłam do rodziny...
------------
Nasz drugi wspólny blog lecz tym razem o Lewandowskim. Bohaterów postaramy się dodać jak najszybciej lecz bez zdjęć, chcemy żeby wasza wyobraźnia zadziałała. Tak więc w zakładce ''bohaterowie'' pojawią się same opisy postaci. Oprócz tego zachęcamy do komentowania, to naprawdę motywuje do dalszego pisania. Na razie tyle, do zobaczenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)