-Córeczko, możesz powiedzieć co się stało? -Zapytała mnie rodzicielka.
-Jakiś palant na mnie wpadł i oblał colą. -Wygrzebałam z walizki bluzę i ubrałam ja.
-Ty chyba nie masz pojęcia kto na ciebie wpadł, a raczej na kogo ty wpadłaś, pokrako.-Powiedziała z wyrzutem Kamila.
-Dziewczynki, uspokójcie się.
-No powiem ci szczerze, że nie wiem na kogo wpadłam, może mnie oświecisz? -Sarkazm to u mnie norma, szczególnie jeśli rozmawiam z tą wywłoką.
-Na Lewandowskiego.-Aa czyli stąd znałam tę jego buźkę.
-Proszę cię, ty nawet nie wiesz w jakim on gra klubie, a poza tym to bufon największy na świecie.-Akurat padł mi ten zaszczyt, że Kamila z innymi fankami jara się nim od Euro 2012, tak zwany sezonowiec, oczywiście nie mam nic przeciwko jego prawdziwym fankom.
-Pff, ty się nie znasz.-Machnęła swoimi długimi, blond włosami i obróciła się tyłem.
Do taty podszedł jakiś facet, który po chwili okazał się panem Markiem u którego chwilowo będziemy mieszkać. Zabrałam swoje bagazje i ruszyłam za nimi do samochodu.
-Wujku, ale Julia to się chyba z nami do samochodu nie zmieści, a że jest najstarsza i najlepiej zna język, to chyba może wracać sama. -O ta parszywa żmija ... Chyba jej łeb ukręcę zaraz, jakim prawem włazi w nasze życie z buciorami? I się jeszcze rządzi... Popatrzyłam na tatę, który lekko się zmieszał, podczas kiedy mama z bratem wsiadali do samochodu, a pan Marek pakował nasze walizki.
-Spoko, tylko weźcie tą walizkę i dajcie mi adres. -Ciężko to przyznać, ale Kamila miała rację, nie zmieścilibyśmy się do samochodu. Wzięłam wiec torbę i podążyłam w nieznanym dla siebie kierunku. Nie byłam na nikogo zła, no może nie licząc młodszej siostry, która nonstop działa mi na nerwy. Podeszłam do kobiety wypalającej papierosa, chciałam chociaż wiedzieć, gdzie jest jakiś przystanek autobusowy.
-Przepraszam panią, jest tu w pobliżu jakiś przystanek?
-Tak, przejdziesz przez pasy i za rogiem będzie -Uśmiechnęła się i zgasiła papierosa. Również się uśmiechnęłam i poszłam w stronę, którą mi wskazała. Spojrzałam na rozkład jazdy, musiałam jechać do centrum i z centrum iść z buta...chyba.
Po jakiś 20 minutach podjechał autobus, który powinien być tym właściwym Wyglądałam przez okno i zastanawiałam się, czym Dortmund różni się od Krakowa, gdzie wcześniej mieszkałam. W tejże chwili zauważyłam, że to mój przystanek. Wysiadłam z autobusu i ruszyłam do pewnej małej tablicy, gdzie był rozrysowany plan miasta. Znalazłam ulicę na którą miałam się udać. Na moje szczęście była ona dość blisko, więc poszłam. Po około 30 minutach spacerku stałam przed domem z numerem 157. Zadzwoniłam dzwonkiem i ujrzałam uśmiechniętą twarz pana Marka.
-Jak dobrze, że już jesteś. Strasznie mi przykro, że musiałaś wracać komunikacją miejską.
-Nic się nie stało.-Uśmiechnęłam się ciepło i zdjęłam buty.-Gdzie mogę dać torbę?
-W tym leży problem.-Poszłam za nim do salonu zastanawiając się o co znowu chodzi... Chyba nie będę musiała spać na ulicy, bo się wszyscy nie pomieścimy...?
-Julia, będziesz musiała spać z Adamem w pokoju. Kamila się nie zgadza na to, żeby spał z nią w pokoju i on tez nie pala radością, a ty pewnie wolisz spać z bratem niż z Kamilką, tak? -No to teraz pojechałaś mamo. "Kamilka" nie może dzielić pokoju z bratem... Przecież to nienormalne...
-Mi to nie przeszkadza.-No bo mi to nie przeszkadzało, ale miło by było, gdyby 19-latka miała własny pokój.
-Jak nasz dom będzie urządzony, to każde z was będzie miało pokój oddzielnie.-Dopowiedział szybko tata.
-Chodź, zaprowadzę cię do naszego pokoju.-Adam pociągnął mnie za rękę. Wyszliśmy schodami do góry, idąc przez korytarz minęliśmy kilka drzwi po czym weszliśmy do pokoju na samym końcu. -Mamy najlepszy pokój i nawet własną łazienkę, tak jak rodzice i pan Marek. -Rozejrzałam się po pokoju. Nie był jakiś nadzwyczajny. Urządzony w ciepłych barwach z dwoma łózkami, oknem i balkonem. Przy jednej ze ścian była duża szafa z lustrami, a przy drugiej meblościanka i telewizor. Drzwi prowadzące do łazienki były wykonane z białego drewna, a oprócz tego na dywanie już walały się jakieś pierdoły mojego braciszka. Rzuciłam torbę na jedno z łózek.
-Już mam dość...-Wyznałam i sama padłam na łóżko.
Brat po cichu zamknął drzwi, z czego byłam bardzo zadowolona i zamknęłam oczy. Powoli odpływałam w swój świat, gdy zadzwonił telefon. Wygrzebałam go z torby i odebrałam.
-No? -Odezwałam się ziewając.
-Nie mówi się no.-Skarciła mnie przyjaciółka.
-Oluś! -Niemalże krzyknęłam do słuchawki.
-Tak lepiej.-Mogłabym przysiądź, że się uśmiecha. -Opowiadaj jak tam na Niemieckiej ziemi.
-Ciężko, od samego początku Kamila gra mi na nerwach. Ola, wiesz że cię bardzo kocham, ale jestem zmęczona po podróży, wiec może umówimy się jutro wieczorem na skype'a, co?
-Pewnie, to trzymaj się -Pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam się wykąpać. Zaraz kiedy wyszłam brat zajął łazienkę, a ja położyłam się spać, byłam wykończona dzisiejszym dniem.
***
Rano obudził mnie brat, który zajął mi łazienkę.-Ej! Ja chciałam pierwsza! -Krzyknęłam i chciałam otworzyć drzwi, ale ten mały gnom zamknął się na klucz.
-Idź do drugiej, albo poczekaj.-Co za ludzie... Wzięłam swoje manatki i wyszłam na korytarz. Nie wiedziałam, które drzwi prowadza do łazienki, więc otwierałam wszystkie, na szczęście za drugim razem mi się udało. Po porannej toalecie nie wiedziałam za bardzo co mam ze sobą zrobić, więc wzięłam pieniądze i wyszłam z domu. Miałam ochotę na jakąś kawę i ciastko, dlatego udałam się na poszukiwanie kawiarni. Włożyłam słuchawki do uszu i ruszyłam przed siebie. Na ulicy, a raczej osiedlu na którym mieszkał pan Marek nie było dużego ruchu, ogólnie mało ludzi tu jakoś,ale może dlatego że jest jeszcze wcześnie Szłam sobie spokojnie i właśnie miałam przechodzić przez ulice, kiedy nadjechał samochód...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz